piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział 1

    '...Kim jesteśmy, żeby kogoś oceniać. Wydawać wyroki jak Bóg. w przeciwieństwie do nas On kieruje się miłosierdziem. Wierzę, że każdy zasługuje na drugą szansę. Nie ważne co zrobił. Jakich przestępstw się dopuścił. Nikt nie jest nieomylny. Tak samo my możemy popełnić błąd, który zaważy na naszym życiu. Jak moglibyśmy go naprawić skoro nikt nie dał nam na to szansy."
    Lena napisała ostatnie słowo swojej pracy. Jeszcze raz przeczytała napisany przez nią tekst i delikatnie się uśmiechnęła. Wstała ze swojego miejsca i poprawiła czarną, ołówkową spódnicę. Zaniosła wykładowcy swoją pracę. Wyszła z sali na świeże powietrze. Przed uczelnią stało czarne BMW, o które opierał się przystojny chłopak z burzą loków. Zielone oczy zasłaniały markowe okulary. Nawet w nudnym garniturze wyglądał powalająco. Dziewczyna zbiegła po betonowych schodach. Wysokie obcasy nie przeszkadzały jej w bieganiu, była do nich przyzwyczajona. Znalazła się w silnych ramionach swojego narzeczonego.  Małżeństwo z rozsądku i miłości.
- Jak tam moja pani kurator?- zapytał całując ją w czubek nosa.
- Będę panią kurator jak zdam.- Stwierdziła gorzko obawiając się o swoje wyniki.
- Zdasz . Jesteś przecież moim geniuszem.-  Otworzył drzwi swojego samochodu.- Mam dla ciebie niespodziankę, ale oboje musimy się przebrać.
- Coś ty znowu wymyślił?- zapytała ze śmiechem zabierając mu z nosa okulary.- Mi w nich ładniej.
-  Kochanie tobie we wszystkim ładniej.- Cmoknął ją w policzek i ruszył spod szkoły.- Musisz spakować się na kilka dni. Przyjadę po ciebie za godzinę.- Zatrzymał  się przed piękną willą.
- Niczego się nie dowiem?
- Nie.- Delikatnie pocałował ją w usta.- Kochanie będę za godzinę.- I odjechał.
    Lena z szerokim uśmiechem weszła do domu. Jak zwykle było tam cicho i pusto. Kiedyś było inaczej, ale po śmierci jej brata dom stał się pusty, zbyt duży. Wbiegła po schodach do swojego pokoju. Z garderoby wyjęła swoją walizkę i zaczęła wrzucać jakieś rzeczy. Zapięła ją i poszła się przebrać. Założyła granatową spódnicę, białą bokserkę i czarne buty na koturnie. Rozpuściła włosy i poprawiła makijaż. Ze swoim bagażem zeszła na dół. W kuchni na blacie zostawiła wiadomość dla ojca. Zostało jej tylko czekać na Harry'ego. Usiadła na kanapie i myślała nad ich związkiem. Ona i Harry znali się od dziecka. Najpierw byli bliskimi przyjaciółmi, a w liceum zaczęli spotykać się jako para. Od początku każdy zakładał, że oni będą razem. Nikogo nie zdziwiły ich oświadczyny.
    Dziewczyna usłyszała hałas, odwróciła głowę w stronę korytarza. W progu stał Harry. Uśmiechnął się do niej i wyciągnął rękę, w drugiej trzymał jej torbę.
- Gotowa moja kochana?- zapytał.
- Tak- odpowiedziała i wstała z kanapy. Złapała jego dłoń i razem wyszli na zalany słońcem podjazd.- Powiesz mi gdzie mnie porywasz?
- Od razu zakładasz porwanie. Kochanie jedziemy na małą wycieczkę, wszystko uzgodniłem już z twoim tatą.
- Czyli pan prokurator nie będzie się martwił o swoją córkę?- zapytała wsiadając do samochodu.
- Kochanie twój tata zawsze się martwi.- Oboje się zaśmiali.
~~***~~
    Louis uważnie obserwował swojego przeciwnika. Był to typ góra mięśni, zero rozumu. Zaśmiał się widząc jego minę jak uniknął kolejnego ciosu. Dzięki grze w piłkę nożną miał świetną kondycję, a kiedyś z kumplami często się bił. Więc dlaczego nie wykorzystać tej umiejętności. Tym razem nie udało mu się uciec, wielką pięścią dostał pod same żebra. Na chwilę stracił oddech, ale tylko na chwilę. Zrobił krok do tyłu i zamachnął się na przeciwnika. Jego pięść uderzyła w szczękę mięśniaka. Facet wypluł kilka zębów. Teraz to była jedna wielka plątanina ciosów. Nie można był rozróżnić, kto kogo bije. Po kilku minutach zaciętej walki Louis stał nad ciałem swojego przeciwnika. Triumf malował się w jego niebieskich oczach. 
    Na poobijane ramiona założył białą bokserkę. Głośny jęk bólu wydobył się z jego ust kiedy próbował założyć jeansową koszulę. Prze okno w ścianie zobaczył dwóch policjantów zmierzających w jego stronę.
- Kurwa- zaklną pod nosem i szybko chwycił swoją torbę. 
    Nie zważając na swoją wygraną, którą miał odebrać wymknął się tylnym wyjściem. Gdy tylko znalazł się na ulicy puścił się pędem przed siebie. Nie zwalniał, mimo iż jego kończyny odmawiały posłuszeństw. Obolałe płuca ledwo łapały powietrze. Skręcił w boczną uliczkę i nieco zwolnił. To był jego błąd. Zza winkla wyłoniła się kolejna para policjantów. 
- Stój- rozkazali świecąc mu latarka po oczach.
    Grzecznie się zatrzymał i podniósł ręce do góry.  Jeden z policjantów pchnął go na wilgotną ścianę starego budynku. Ból z powrotem odebrał mu powietrze. Obie ręce ściągnęli do tyłu i zapieli je w kajdankach. 
- Znowu się widzimy panie Tomlinson- odezwał się jeden z policjantów.
- Nie stęskniłem się za panem sierżancie Donovan.- Nawet w takiej sytuacji Louis nie umiał się powstrzymać od złośliwych komentarzy.
- Młody teraz wpadłeś po uszy. - Złapał go za bolący bark i poprowadził w stronę radiowozu.- A był z ciebie taki dobry chłopak.


Jak się wam podoba pierwszy rozdział? Mam nadzieję, że nie zawiedliście się. To co wszystkiego najlepszego z Mikołajek. Idę wcinać czekoladowe Mikołaje :*

4 komentarze:

  1. rozdział cud miód i malyna ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo fajny :) Mi się podoba to opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny czekam na next - patrysia

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział świetny, ciekawie się zaczyna :)

    OdpowiedzUsuń

Clary G internetowy spis